wtorek, 28 lutego 2017

KONIEC.



 To jest ostatni wpis na tym blogu. Taką właśnie podjąłem decyzję. Piszę to, aby poinformować kilku znajomych o tym. Więcej wpisów na tym blogu nie będzie. Dlaczego? Na to pytanie odpowiada mój poprzedni wpis. W skrócie, dla leniwych: blog nie służył i nigdy by nie mógł służyć do tego, do czego wydawało mi się, że będzie służył. Nie przynosi mi to żadnej korzyści, nie spełniam się w tym i nie chce mi się po prostu, nie mam motywacji. Blogerem to ja nigdy nie będę. To też kwestia nie anonimowości. To tyle. The end.

****************

niedziela, 26 lutego 2017

Dalsze konflikty wewnętrzne na temat bloga...



 Tak sobie mijają dni. Kompletnie mi się nie chce pisać, ani nie mam weny. Tu nie chodzi nawet o brak tematów, bo tych jest nieskończoność, ale po prostu brakuje mi takiej iskry, która by mnie motywowała do pisania. Nie ma tego czegoś, co by mnie napędzało, nie patrzę na to, jak na coś cudownego, lecz zacząłem na to patrzeć jak zwykłe odwalenie swojej roboty. Ja ogółem wyznaję, że motywacji Ci nie potrzeba: "Nie kontroluj emocji, kontroluj swoje działania!", lecz to się sprawdza, kiedy coś jest dla Ciebie ważne i masz jakiś cel. Cały blog jest dla mnie eksperymentem, miałem się sprawdzić. Miałem sprawdzić, czy podoba mi się taka forma wyrażania, czy lubię pisać o wyznaczonych terminach i czy w ogóle się w tym sprawdzę. Nie czuję się źle, że nie podołałem w tej kwestii. Nauczyłem się kilku ciekawych rzeczy, które przydadzą mi się w wielu innych sprawach. Wyciągnąłem sporo wniosków, między innymi taki, że takie stricte blogowanie nie jest dla mnie. Nie lubię się wczuwać w kołcza życia, ani nie lubię jakoś specjalnie opisywać swoich historii, nauk, porad itp. Nie lubię robić takich "wolno lotnych" rzeczy terminowo. Z pewnością, nie lubię też grać pod czytelnika i zastanawiać się co ON by chciał czytać. Po prostu, albo robię coś co chcę, kiedy chcę, jak chcę i mam wolność, albo nie czuję się w tym dobrze...


czwartek, 23 lutego 2017

Przerwa w blogowaniu? Okrutny los!


 Jak mogłeś zauważyć, wczoraj nie pojawił się tekst na moim blogu. Tak, przerwałem magiczny ciąg, który miał zostać nie przerwany. Przynajmniej nie tak szybko! Ale stało się. Domy zaczęły płonąć, ludzie zaczęli przymierać z głodu i pewna Julka mnie ochrzaniła. No, przynajmniej teraz wiem, że ktoś tam poświęca swój czas, na czytanie tych wypocin. Dziękuję. Tak, czy siak, sprawa z tym całym blogowaniem się pokomplikowała. Z pewnością, blogowanie, a konkretniej pisanie i przelewanie myśli "na papier", przynosi mi dużo satysfakcji i bardzo mnie to zadowala. Problem niestety pojawia się, w tematyce mojego bloga. Ten blog ma tak szerokie ramy tematyczne, że ciężko mi to poukładać sobie w głowie. Blog jest od wszystkiego i od niczego, a co jest do wszystkiego i do niczego, to jest do d.... Kolejna sprawa to systematyczność. Nie jestem w stanie codziennie dawać dobrych tekstów i nie jestem w stanie, dzień w dzień, mieć dobrej weny do pisania.

 Jakie są konkluzje? Myślałem o tym, sporo, nadal myślę i myślał będę jeszcze dłuższy czas. Na dzień dzisiejszy, wprowadzam kilka zmian. Po pierwsze. Wpisy nie będą już codziennie, ale wtedy, kiedy będę miał wenę i ciekawy temat. Po drugie. Trochę mi umknął fakt, że ten blog jest EKSPERYMENTEM. Za bardzo wziąłem to wszystko na poważnie. Zamiast zająć się swoim eksperymentowaniem, zastanawiałem się, co tu dać czytelnikowi. Styl wpisów się delikatnie może zmieniać, będą to różnorakie wpisy, więcej będzie o mnie, mniej będzie "kołczowania".


wtorek, 21 lutego 2017

Pieniądze, dziwki, koks - Czyli nasze cele życiowe!



 Dzisiaj napiszę troszeczkę, o celach życiowych. Dla niektórych będzie to może pewną inspiracją, aby troszeczkę przysiąść i się zastanowić nad własnym życiem, a dla innych będzie to pewne sprostowanie. Na samym wstępie chciałbym powiedzieć, że nie jestem żadnym "kołczem". Nie będę Ci tutaj mówił jak żyć, ani nie będę oceniał żadnych ludzi. Temat będzie dla mnie dosyć ciężki, ale postaram się sprostować to, jak najlepiej potrafię.

 Oczywistym jest, że jeżeli nie chcemy dryfować bezwiednie, jak łódka na oceanie, zmierzająca donikąd, musimy określić sobie cel podróży. Nie jest to łatwe, wielu ludziom się wcale nie udaje, a jeszcze większa ilość ludzi, w ogóle nie zastanawia się nad tym zagadnieniem. Trochę szkoda, bo przecież chodzi o to, aby całe to nasze życie miało fajną puentę, a nie skończyło się w żalu i rozpaczy, bo nie spełniałeś marzeń. Tylko, jak dowiedzieć się co jest dla mnie ważne? Ludzie kłamią, nie tylko innym ludziom, ale przede wszystkim oszukują samych siebie. Stan emocjonalny się zmienia, czas upływa, wszystko się nieustannie zmienia. Jak można zdecydować o całym, wielkim celu życia, skoro ludzie mają problemy z wyborem butów, albo kurtki? Dochodzi nam jeszcze taka kwestia, że ludzie się zmieniają. Ty też się zmieniasz z dnia na dzień. Z dnia na dzień, nie jest to aż tak widoczne, lecz na przestrzeni lat można śmiało powiedzieć, że jest się inną osobą, niż było kilka lat temu. Jesteś inną osobą, więc prawdopodobnie Twoje cele też mogą być inne. Wszystko płynie, pamiętasz? Co z tym fantem zrobić? "Be water my friend". Musisz być zmienny, ponieważ wszystko wokół Ciebie jest zmienne i nieustannie się zmienia. 

 Przytoczę teraz fragment książki Zbigniewa Ryżaka, "Efekt jo-jo w motywacji":

 "Niektórzy ludzie, gdy ich poprosić o listę marzeń, mówią: "marzę o tym, by być szczęśliwym". Albo mówią: "marzę o tym, by się dobrze czuć, lepiej niż teraz". "Marzę, by być zdrowym i zadowolonym z życia. Albo: marzę, by było mi dobrze w życiu...". Niektórzy mówią to nawet z poczuciem jakiegoś wyższego stopnia rozwoju psychicznego. "Hej, patrzcie" - zdają się mówić - "jestem poza tymi wszystkimi małymi i przyziemnymi rzeczami, wiem, co jest najważniejsze!"


poniedziałek, 20 lutego 2017

Świat się zmienia, SZYBKO!


 Pomimo mojego młodego wieku, będziesz mógł dzisiaj posłuchać takiego "starczego pierd*lenia". Świat się zmienia z dnia na dzień. Moja siostra cioteczna, która ma 6 lat, obsługuje lepiej smartphone'a niż ja. Ja w jej wieku, razy dwa, szpanowałem Nokią 3510, to jest jedna z tych "niezniszczalnych" Nokii. Jedna z popularniejszych to Nokia 3310, może obiło Ci się o uszy? Tak, czy siak, ja wieku 12 lat cieszyłem się, że mogę pograć w "Węża", czyli w kilka pixeli poruszających się po ekranie, a dzisiaj 10 latki marudzą, że Samsung Galaxy S III, to już przestarzałe badziewie. Nie to, że łapie mnie nostalgia, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pamięć zawodzi i mamy tendencję do koloryzowania przeszłości. Każdy wam powie, że dzisiaj to nie to samo co kiedyś, że słońce kiedyś jaśniej świeciło, a trawa była bardziej zielona. Nie da się uniknąć faktu, że dzisiejszy świat pruje do przodu, z ogromną prędkością. Facebook wprowadza dwie aktualizacje dziennie. Dwie aktualizacje dziennie, wprowadza social mediowy gigant! Zazwyczaj są to niezauważalne poprawki, ale to nam daje do myślenia, jak szybko wprowadza się zmiany i jak szybko świat posuwa się naprzód.

 Dzisiaj możesz sobie wydrukować gwizdek w domu. Kupujesz tanią drukarkę 3D, już za kilkaset złotych. Pobierasz DARMOWE modele 3D, klikasz drukuj i tylko czekasz na efekt. Bez wychodzenia z domu, bez zamawiana na aukcji, bez większej fatygi. Kilka kliknięć. Zakupy, jak Ci się nie chce wychodzić z domu też Ci dowiozą, a kiedy pójdziesz na skargę do prezesa, zobaczysz dwudziestoparolatka. Dzisiaj nie ma, że boli. Wiek się nie liczy, płeć się nie liczy, wszystko rządzi się swoimi zasadami. Albo jesteś graczem w tej grze, albo jesteś nic nieznaczącym pionkiem. Dzieci zarabiają miliony robiąc recenzję zabawek na YouTube, dzieci koszą setki tysięcy dolarów, na tworzeniu aplikacji mobilnych. Jeżeli lekceważysz sobie młodą siłę, to szybko pójdziesz na dno.


niedziela, 19 lutego 2017

Upadek rodzaju ludzkiego



 Zawsze jest taki moment. Stwierdzam, że przejrzę sobie YouTuba, przejrzę newsy, zobaczę co tam słychać, jak to wszystko się tam kręci. Jak zwykle, po jakimś godzinnym research'u dostaję raka mózgu. Na YouTube dramy, dramy i jeszcze raz dramy. Z byle powodu, nieważne kto, ważne, że coś odwala i mamy "fejm dojebany". Jedna wyzwolona pani, postanawia doładować sobie fejm, snapując swoje sk*rwienie umysłowe. Z resztą nie tylko umysłowe. Filmiki, jakie można znaleźć w sieci mówią same za siebie, no ale cóż, trzeba się wyróżniać za wszelką cenę i być wyjątkowym prawda? No co? Przecież nie każdy ma swoją seks taśmę!
 Kolejne g*wno z brzegu - Szkoła. Nie, nie mówię, o systemie edukacji, odpuszczę sobie ten wywód. Mówię o pewnym serialu który jest nadawany na NVT. Kto pisze te scenariusze? Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że nie robi tego nikt prymitywny, choć mogłoby się zdawać, że jest inaczej. Content skierowany dla mas. Niby, jak się kogoś spytasz, czemu ogląda ten shit, to ci odpowie, że dla beki. Mimo to zna lepiej imiona uczniów Szkoły, niż swojej własnej klasy. Content dla mas, a co jest dla mas, to zazwyczaj jest do d... Serialowe problemy, waśnie i rozterki. Czego ja się spodziewałem po napływie Dlaczego ja? i Trudnych Spraw? Bez popytu nie ma podaży! Główna zasada biznesu się tu kłania.


sobota, 18 lutego 2017

Bycie PRAWDZIWYM Polakiem to sztuka!



 Dzisiaj tekst miał być nieco inny. Zawsze piszę swoje teksty z jedno dniowym wyprzedzeniem, lecz dzisiaj do napisania tego dosyć krótkiego tekstu, zainspirował mnie mój przyjaciel. Zrobił on wpis na swojego bloga o tej całej aferze z "Nowym Seicento". Link do jego wpisu znajdziesz: TUTAJ! Szczerze, gorąco zachęcam do przeczytania jego tekstu. Nie tylko po to, aby dobrze zrozumieć ten wpis. Również dlatego, że tekst jest bardzo przyjemnie napisany i porusza ciekawy temat. Otóż, Michał aka "Samotny Ninja", skupia się NIE na dochodzeniu do sprawcy wypadku. Samotny, nikogo nie obwinia i nie szuka winnych. Zwrócił on natomiast swoją uwagę, w bardzo ciekawy kierunek. Zbiórka na Seicento przekroczyła 140 000 zł, Seicento kosztuje co najwyżej te 5 000 zł, a więc jest afera. Szczególnie, że chodzi o kasę i szczególnie, że jesteśmy w Polsce. Jakby tego mało, taką kasę nie dostaniemy "my", tylko ktoś inny. Myślałeś, że z tego nie będzie dymu? Hejt eksplodował, a jego odłamki poleciały w każdym kierunku! O jakie konkretnie "czułe słówka" mi chodzi, możecie zobaczyć we wpisie Ninji.

Michał omówił tam pewien aspekt zachowań, które ja uwielbiam pieszczotliwie nazywać "polaczkowatością". Polaczkowatość ukazuje nam się na każdym kroku. "Ten, to ma za dużo", "Ten, to nic nie daje na cele charytatywne", "Ten, to się dorobił na przekrętach", "Ten, to jest pijak". Ale "Ja", co ty, "ja" jest niewinne. Zawsze. Taki właśnie jest Polak wyjątkowy!


piątek, 17 lutego 2017

Blogerzy lubią, jak troszeczkę boli...



 Dzisiaj Cię nie nauczę nic o kreowaniu "wartości" w biznesie, ani o "nie kontrolowaniu emocji". Mam dla Ciebie nieco odmienny wpis. Odkąd zacząłem robić wpisy na bloga, zauważyłem pewną tendencję. Piszę post, piszę, napiszę go i jest ok. Mały problem pojawia się, kiedy nie piszę. Wtedy zastanawiam się, co napisać, aby czytelnik był usatysfakcjonowany. Z jednej strony jest to rozwojowe i trzymanie dobrego, wysokiego poziomu przełoży się na odsłony bloga. Z drugiej strony wpędzam się w pewne błędne koło, które nie służy mi zbyt dobrze. Powstaje między mną a "czytelnikiem" pewien konflikt interesów. Czytelnik chce dostać dobrą, wartościową treść, która powinna mu rozwiązać, a przynajmniej pomóc rozwiązać jego problem. Wszystko jest okej, do póki piszę o problematyce, która mnie spotyka, wtedy jest to przyjemne, łatwe i niesie sporą wartość, ponieważ problem, który przerabiam, jest problemem bieżącym. Gorzej, kiedy aktualnie nie trapi mnie żaden problem i wszystko zdaje się układać po mojej myśli. Nie mam tutaj oczywiście na myśli, że w ogóle nie mam problemów np. prywatnych, ale takich nie chcę i nie będę tutaj poruszał. Moje problemy prywatne nie są tutaj istotne i nie niosą zbyt dużej wartości dla czytelnika, dodatkowo ja sam nie chcę o nich mówić.

 Punkt do którego dążę w tym wpisie, to stopniowanie priorytetów. Piszę bloga, okej. Wrzucam jeden wpis dziennie, bo tak sobie postanowiłem, okej. Tylko, że wspomniałem już w pierwszym wpisie, że głównie piszę ten blog dla siebie. Nie chcę zrobić z bloga mojej męczarni, w której będę musiał każdego dnia napisać piękny, wartościowy wpis, bo na dłuższą metę nie dam rady. Warto wspomnieć, że cały blog jest non profit i nie mam z tego nic. Służy mi on do układania myśli i dzielenia się nimi z pewnymi wspaniałymi ludźmi(pozdrawiam J.).

 Pytanie, które tutaj chcę postawić to: "Liczy się bardziej Twój interes, czy innych ludzi?". Pomyśl nad tym chwilę i szczerze odpowiedz na to pytanie, jako koniec końców i tak egoista. Niestety, dzisiaj dotarła do Ciebie kolejna smutna prawda. Ludzie są egoistami, a altruizm jako taki, nie istnieje...

 Krótki wpis, zdaję sobie sprawę, że nie jest tak obszerny w wiedzę, jak niektóre poprzednie wpisy, lecz zaliczyłem małą ścianę w pisaniu.

Do zobaczenia!


czwartek, 16 lutego 2017

Jak przestać być niewolnikiem czasu w biznesie? "Breaking the Time Barrier" cz.2


  Właśnie teraz część z was zrozumie, dlaczego podzieliłem ten temat na dwie części. Odpowiedź jest prozaicznie prosta. Ktoś, kto nie ma pojęcia o zagadnieniu opisywanym w poprzednim poście, nie zrozumie tak dokładnie poniższych punktów. Podzielone to zostało ze względu, na łatwość czytania. Ktoś nie zna teorii? Wróci do części pierwszej. Ktoś zapomniał podpunktów? Oto ma, przejrzysty wpis. Dodatkowo, wszystko scalają odnośniki.

Część pierwsza wpisu: KLIK!


Karen, przekazała Steve'owi swoją poradę w siedmiu krokach.




7 wspólnych korzyści zgłębiania wartości z Twoimi klientami:


1. Kreowanie zaufania

Zadawanie odpowiednich pytań i zgłębianie celu, jaki jest istotny dla klienta, pozwala dotrzeć do sedna problemu. Nasz wizerunek i doświadczenie musi wskazywać na to, że jesteśmy ekspertami. Kiedy klient zorientuje się, że jest w odpowiednich rękach, nie ma problemu z zaufaniem nam. Zaufanie jest niezbędnie ważne, we wspólnym rozwiązywaniu problemu.

2. Odpowiednie skoncentrowanie

Punkt A, to punkt, w którym znajduje się klient. Punkt B, to punkt, w którym ten klient chce się znaleźć. Przy punkcie A trzeba określić problemy, jakie trapią klienta, a przy punkcie B, trzeba określić co jest celem. Z punktu B(celu), wynika punkt A(problem), więc problem jest czymś, co występuje obecnie, albo będzie występowało, jeżeli nie osiągnie się punktu B. Wartość należy budować na tym, aby zrobić połączenie między punktami AB. Wprowadzić wartość, która umożliwi dotarcie z punktu A do B.

3. Pomagaj Twoim klientom lepiej wartościować sprzedawców

Liczy się to, co chcesz przekazać, a nie cena Twojego "projektu". Wygra ten, który trafi w punkt, a nie ten, który odda strzał. Twoja dużo niższa cena nic nie wskóra, ponieważ Ty, nie pokazałeś(a ja tak), że możesz wywrzeć duży wpływ na sukces Twojego klienta. Mała cena, sprawia dodatkowo wrażenie, że i za tą małą ceną, kryje się mała wartość.

środa, 15 lutego 2017

Jak przestać być niewolnikiem czasu w biznesie? "Breaking the Time Barrier" cz.1



 Dzisiaj wcielę się w menadżera życia i przestawię Ci pewien sposób, na kreowanie wartości, zamiast kreowania ceny we własnym biznesie. Cały mój wpis będzie opierał się na założeniach z książki Mike'a McDerment'a pt. "Breaking the Time Barrier". Książka, a właściwie e-book, jest w pełni darmowy i dostępny tutaj: KLIK! Polecam ja, poleca Timothy Ferriss i wielu innych, więc jeżeli działasz w biznesie, musisz to przeczytać.
 E-book sam w sobie jest dosyć krótki i przepełniony treścią. Streszczanie tego e-booka byłoby głupotą, recenzji robił też nie będę, niech treść zawarta w tym wpisie mówi sama za siebie.

 Karen i Steve spotykają się w kawiarni, aby porozmawiać o problemach Steve'a. Steve mimo iż jest specjalistą w swojej branży i robi świetną robotę, ledwo sobie radzi z opłacaniem rachunków. Karen, jako specjalistka i bardzo mądra kobieta, udziela mu kilku rad, które odmienią jego całe dalsze życie na lepsze. Oboje pracują w tej samej branży. Oboje tworzą strony internetowe dla swoich klientów. Karen zarabia jednak kilkadziesiąt razy więcej niż Steve. Dlaczego?

 Odpowiedź na to pytanie nakreślę za pomocą siedmiu punktów, które wyznaczyła sama Karen. Kobieta, stara się za wszelką cenę, wyperswadować Steve'owi, że w biznesie, tak naprawdę nie liczy się cena, tylko wartość jaka za nią stoi. Nakłania do tego, aby spojrzeć oczami klienta i ujrzeć jego prawdziwe potrzeby. Zwraca szczególną uwagę na to, że klient nie kupuje Twojego czasu, tylko rozwiązanie swojego problemu, a sama cena tego, co robisz, zależy od tego, jaki to ma wpływ na klienta. Handlując ceną na zasadzie wynagrodzenia stawką za godzinę pracy, stawiamy sobie przeszkodę nie do przeskoczenia. W dobie mamy 24 godziny, w tygodniu jest tych godzin 168, a w całym roku jest 8760 godzin. Nie biorąc pod uwagę potrzeb fizjologicznych, takich jak np. sen i tak mamy ograniczoną ilość czasu. Zakładając, że jakimś cudem będziemy pracować przez 24h, każdego dnia w roku i tak uderzamy w ścianę. Ta ściana to 24h w dobie i 8760 godzin w roku. Jak można łatwo zauważyć handlowanie czasem, prędzej, czy później wiąże się z wpadnięciem na przeszkodę, nie do przeskoczenia.


wtorek, 14 lutego 2017

Nie kontroluj emocji, bo i tak Ci się nie uda. Kontroluj swoje działania!


 Masz zadanie do wykonania. Wiesz, że musisz przysiąść, zrobić co trzeba, ale Ci się nie chce. Mi też się nie chce i szukam właśnie sobie wymówki. Mam do nauczenia się sporą część języka HTML i CSS, a to i tak dopiero podstawy podstaw całego projektu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeżeli zrobicie sobie jedną wymówkę, to cała linia przyczynowo skutkowa innych wymówek zrobi się sama. Jeżeli zrobicie jeden krok w kierunku odroczeniu i tak nieuniknionego zadania, to reszta kroków zrobi się niemalże sama, za pomocą jakiejś magii. Tylko, po co my to robimy? Po co ja to robię? Dobrze wiem, że to nieuniknione, dobrze wiem, że i tak będę musiał to zrobić.

 Zbigniew Ryżak, autor książki " Efekt jo-jo w motywacji", doskonale zna odpowiedź na to pytanie. Pan Zbigniew bazuje na naukach Mority, japońskiego psychologa z okresu XIX i XX wieku. Cała filozofia i model Mority jest dosyć sporym kawałkiem wiedzy. Można to jednak skrócić do: "Nie mów mi co czujesz, pokaż mi wyniki", "Zrób co trzeba" i "Accept your feelings. Know your purpose. And do what needs to be done". Morita i Zbigniew Ryżak zwracają szczególną uwagę na to, że ludzie zbyt dużą uwagę przykuwają do emocji, do świata wewnętrznego i zastanawiają się, czy im się chce, czy im się nie chce. Wpływu, jako tako, na emocje nie mamy i nie możemy nagle o 180 stopni zmienić swoich odczuć i emocji. Natomiast mamy ogromny wpływ na świat zewnętrzny i nie ważne, że w środku czujemy niechęć i nam się nie chce, liczy się zewnętrzny wynik. Przykład? Pierwszy lepszy z życia wzięty. Nie chce Ci się pozmywać naczyń, czujesz do tego niechęć - nie masz wpływu na emocje, ale masz duży wpływ na świat zewnętrzny. Zamiast rozczulać się nad samym sobą i zastanawiać się czy Ci się chce, czy nie, po prostu idziesz i ROBISZ CO TRZEBA. Wpływu na emocje nie masz i nie możesz nagle czuć wielkiego zapału do zmywania naczyń, ale masz wpływ na to, aby gary zostały umyte.

 Owszem, na świat wewnętrzny można wpływać, można stosować przeróżne techniki i próbować wpływać na emocje. Tylko, że na sam początek trzeba poświęcić sporo czasu, aby odkryć właściwe techniki dla siebie i jeszcze więcej czasu trzeba poświęcić na to, aby te techniki działały z dużą skutecznością. Pamiętajmy też, że nie ma czegoś takiego jak bezwzględna kontrola emocji, lub wnętrza. Emocje płyną, nieustannie płyną i zmieniają się z chwili na chwilę. Nie ma skutecznych technik, aby nad tym zapanować. Dlatego, zaakceptuj co czujesz, znaj swój cel i zrób co ma być zrobione.


poniedziałek, 13 lutego 2017

Mali, ograniczeni ludzie


 Jako nonkonformista i cynik jesteś przeciwko wielu, a jak wynika z samej definicji ww. słów, jesteś przeciwko większości. Znacznej większości. Dlatego jeżeli nie wejdziesz w odpowiednie środowisko, a prędko tego z pewnością nie zrobisz, to będziesz otaczał się ludźmi, którzy za wszelką cenę będą starali się Ciebie zburzyć i sprowadzić do swojego poziomu. Musisz być twardy i się nie dać. Nie zawsze w stu procentach to się udaje, ale po nabraniu wprawy niemalże nic Cię nie rusza, a przynajmniej emocje Tobą nie władają. Kontrolujesz sytuację. To, co jest w tym temacie najciekawsze, to nie to, że ktoś chce Cię zniszczyć, czy sprowadzić do swojego poziomu. Najciekawsze jest to, że Ty dobrze wiesz, że prędzej, czy później nastąpi ten moment, że Ci się uda, zapracujesz na to, na co pracujesz obecnie. A ta osoba nadal będzie w swoim bagienku.

 Tutaj pojawia się prawdziwy dylemat. Napluć swojej matce w twarz? Powiedzieć przyjacielowi "fuck you"? Jak potraktować osobę, która nie wierzyła w was nigdy przed "sukcesem", kiedy już ten sukces odniesiecie i wzbijecie się na wyżyny? Moim zdaniem trzeba się odwrócić, pójść w swoją stronę i już nigdy nie wchodzić sobie w drogę. Jeżeli ktoś Cię ogranicza, sprawia, że czujesz się źle i chce tak naprawdę Cię zniszczyć, to wtedy nie ma to znaczenia, czy robi to Twój wróg, Twoja matka, Twój ojciec, czy przyjaciel. Ta osoba CHCE CIĘ ZNISZCZYĆ! Widzisz to? Co z tym zrobisz? Dasz się opluwać? Ile będziesz się oszukiwał, że pada deszcz, kiedy ktoś pluje Ci prosto w ryj? "Ale ta osoba, ma dobre intencje". Co Cię to obchodzi? Dobre intencje? Wk*rwiając Cię każdego dnia i podcinając Ci skrzydła? "Ale to moja matka, bla, bla, bla...". Prostytutka też kiedyś była dziewicą. Intencja nie ważne jaka, ale prowadzi do TWOJEJ DESTRUKCJI! Zastanów się kogo życie jest dla Ciebie ważniejsze. Kogoś, kto obdarza Cię pseudo miłością, nazywając się "matką", bo przecież masz co jeść i w co się ubrać? Czy Twoje własne, gdzie możesz sięgnąć czego tylko, k*rwa chcesz?


niedziela, 12 lutego 2017

Zmiany na blogu


 Nadeszła era zmian na blogu. Wcześniej pisałem, że blog rozszedł się pod komerchę i tak się też trochę stało. Zamiast skupić się na swoim początkowym i najważniejszym celu, pod tytułem: "wylać żale, być w stu procentach szczerym, czasem nawet do bólu i poukładać myśli", stało się trochę inaczej. Naprawiam to i wprowadzam kilka zmian.











  • Nie podpisuję się pod postami ani na blogu swoim imieniem i nazwiskiem. Bez anonimowości nie jestem w stanie być w stu procentach szczery i uderzać w moje czułe punkty.
  • Usunąłem powiązania G+.
  • Usunąłem możliwości subskrypcji. Jeżeli kiedykolwiek, jakakolwiek taka możliwość się pojawi to tylko via email.
  • Uporządkowałem nieco sidebar'y, mniej pod komerchę, bardziej pod organizację.
  • Będą tu różne posty, nie tylko "catchy", pojawią się też bardziej gorzkie tematy.
  • Blog bardziej będzie przypominał notatnik, zamiast topowych blogów.


 Ogółem blog będzie bardziej personalny. Kierowany do mnie, tylko że w przyszłości, lub do jakichś prywatnych osób. Jeżeli pojawi się przypadkowy czytelnik, nic nie szkodzi. Chcę, aby ktoś ocenił moje pisanie i mój punkt widzenia.


sobota, 11 lutego 2017

Pomysł na biznes i konkurencja dla Snapchat'a


 Jakiś czas temu rozpocząłem nowy projekt w swoim życiu, a mianowicie zainteresowałem się programowaniem. Oczywiście wszystko jest ukierunkowane na własny biznes i przedsiębiorstwo. Wszystko zaczęło się od tego, że ekscytowałem się tymi wszystkimi młodymi przedsiębiorcami, którzy po prostu piszą sobie aplikacje na androida/iOS, wstawiają je do marketu, dodają jakieś reklamy z AdSense i mając takich aplikacji kilka, nawet dosyć mało popularnych idzie się utrzymać. W teorii wygląda to pięknie, jak z resztą wszystko inne. Praktyka niestety pokazała mi, że idę z motyką na słońce.

 Pobrałem Android Studio. Sam mam telefon z Androidem więc to było dosyć logiczne posunięcie. Od razu ostrzegam, że ten program jest spory, a jak go już pobierzesz to będziesz musiał pobrać dodatkowe aktualizacje, jeszcze potem trochę więcej aktualizacji, a za dwa miesiące wychodzi nowa aktualizacja. Keep calm. Wreszcie "wszystko"się pobrało, więc odpalam program, zaczynam się bawić w interfejsie i już zauważam, że program nie chodzi zbyt płynnie. Mój komputer to złom, to prawda oczywista i wiedziałem to już na długo przed dniem instalacji Android Studio. Ogarnąłem sobie ten cały interfejs. W między czasie szukałem poradników w Internecie na temat Android Studio. Polskie poradniki to mniejsze bądź większe dno. Zagraniczne poradniki w 80% są robione przez ludzi z Indii także powodzenia w zrozumieniu tego, co oni mówią. Szczególnie kiedy Twój angielski nie jest zbyt perfekcyjny. Żeby było śmieszniej, nawet nie wiedziałem w jakim języku pisze się aplikacje na Androida. Z czasem załapałem, że to między innymi Java Script. 

 Na początku przerabiałem polskie poradniki. Napisałem nawet zaawansowany program o nazwie "Hello World". Teraz już wystarczyło go przetestować w wirtualnym telefonie i tu zonk! Mój blaszak, a dokładniej procesor nie obsługuje takiej opcji. Mała panika, szybki research w Internecie i problem pośrednio rozwiązany. Zainstalowałem jakiś program na telefonie i na komputerze, podłączyłem telefon przez USB, skonfigurowałem to wszystko, włączyłem debugowanie USB i mogę testować swoją aplikację! Aplikacja nie działa. Dlaczego? Robiłem przecież krok po kroku, wszystko tak samo, toczka w toczkę, jak sam autor filmiku! Zawzięty byłem, nie poddałem się, choć pisanie tego to była dla mnie rzecz trudna. Próbuję jeszcze raz, tym razem z większą dokładnością. Odpalam, proces się ładuje, czekam z niecierpliwością i... działa! Byłem bardzo zadowolony. Po tej lekcji i dotychczasowych doświadczeniach wiedziałem jednak, że cała sprawa jest bardziej skomplikowana niż mi się wydawało. Dodam, że moja jedyna zabawa z programowaniem ograniczała się do lekcji informatyki w gimnazjum, totalne podstawy HTML i jakiegoś "żółwika", a i tak za dobrych ocen z tego nie miałem.


piątek, 10 lutego 2017

Posty bez grafik? Jak to?


 Popełniłem okropny błąd! Dodawałem posty bez grafik! Jak to nie ma grafik, gdzie one się podziały? Jak czytelnik może być zachęcony, skoro nie ma w postach nawet grafiki? Zauważyłem też, że z mojego bloga, który miał poniekąd być poświęcony moim przemyśleniom i być bardziej notatnikiem niż blogiem dla czytelników, zrobił się blog, który jest kierowany do czytelników. Pododawałem różne subskrypcje, naprawiłem błąd z brakiem grafik, a przecież to musi być "catchy". Zacząłem się bawić wyglądem bloga i postanowiłem zrobić pasek nawigacji. To wszystko dla czytelnika... którego nie ma :)

 Coś mi się wydaje, że to całe "blogowanie" zamiast "notatnikowania" nie wyjdzie mi zbytnio na plus, ale kto wie. Kiedy nie pisze i nie zajmuję się blogiem, myślę o czym napisać. Coś wpada mi do głowy, ale później stwierdzam, że w sumie to nie jest "catchy" i kto to w ogóle będzie chciał czytać, a temat, który mi wtedy wpadł do głowy wcale nie był mało ważny. Dla mnie bardzo ważny, dla czytelnika...hmm? Chyba już nie bardzo. Tak czy siak, obrałem drogę taizmu; Yin-Yang, czyli zasadę równowagi. Tak jak wspomniałem wcześniej, nie robię sobie problemu, który nie jest bieżący i możliwe, że nigdy nie powstanie. Będą czytelnicy? To będą też statystyki, a jak będą statystyki, to będę wiedział co się podoba, a co nie i skonfrontuję to, z tym co jest dla mnie ważne na tym blogu. Z tego bloga i tak wyjdzie tylko zlepek moich wolnych myśli. Nie wiem, czy kiedykolwiek będą tu jakieś sprecyzowane, eksperckie wpisy. Na razie to nie mam z niczego takiej dużej wiedzy, aby nazwać się ekspertem. Z drugiej strony, coś tam wiem, ale ten blog nie jest nawet tematyczny. Jest od wszystkiego, a jak to mawiają niektórzy: "Co jest do wszystkiego to jest do niczego". Po części mają rację, nie da się być we wszystkim ekspertem. Tak, czy siak, ten blog jest eksperymentem, będę pisał co chciał, jak chciał, byleby regularnie i logicznie i zobaczymy co z tego wyjdzie. Z czasem, i z ilością napisanych postów będę mógł się określić i sprecyzować swoją niszę, którą chcę władać.


czwartek, 9 lutego 2017

Chciałem zostać piłkarzem...



 Właśnie skończyłem swój trening. Trenuję trzy razy w tygodniu z masą własnego ciała, satysfakcja z dzisiejszego treningu, zainspirowała mnie do napisania tego wpisu.

 Ogółem "trenuję" od bardzo dawna, o ile nie od zawsze. Od małego dzieciaka lubiłem sport. Jak prawie każdy chłopak, fascynowałem się piłką nożną, chciałem zostać piłkarzem. Zapisałem się nawet do okolicznego klubu piłkarskiego na treningi i kupiłem biografię Cristiano Ronaldo. Na trening poszedłem dwa, może trzy razy, a biografia była tak słabo napisana, że nie doczytałem jej do dziś. Oprócz tego byłem wybierany w klasie do zawodów. Oczywiście, jako ten "trzeba kogoś postawić na tej pozycji, a lepszego z gorszych nie ma". Nie czułem się przez to źle, bo piłka nożna straciła dla mnie jakiekolwiek znaczenie na przełomie pierwszej i drugiej klasy gimnazjum.

 Trochę z mojej winy, nie walczyłem o swoje. Nie walczyłem o pozycję na boisku i unikałem szans na strzelenie gola, bo wydawało mi się, że tę szansę spartolę. Inni też partolili, ale ciągle próbowali, ja za to grałem "bezpiecznie", czyli słabo. Nie da się strzelić bramki, bez oddania na nią strzału. To tak nie działa. Inspiracja CR7 nie dawała mi spokoju i nie daje do dziś. Dzisiaj już nie gram na zawodach, nie wykazuję się. Czasem po prostu lubię postrzelać na bramkę i pobawić się z piłką. Na boisko jeżdżę sporadycznie, choć mam całkiem blisko. Ot sporadycznie, dwa razy w roku.

 Wszystko w tym sporcie wydawało się inne, niż zakładałem. Symulowanie, codzienne żmudne treningi, potrzeba członkostwa w klubie, a na dodatek i tak, zanim wyszedłeś na boisko grać mecz, mijał długi czas. Dobijał mnie fakt, że ja miałem 13 lat, a gwiazdy dzisiejszego futbolu, rozgrywały w wieku 13 lat poważny biznes. Założenia okazały się błędne, a więc i cel, jaki sobie wyznaczyłem, był błędny. Wtedy jeszcze nie potrafiłem sobie w logiczny sposób wyznaczać celów ani ich nie spisywałem, ot mrzonka chłopca, aby zostać kolejnym Ronaldo, ale takich jak ja było i jest wielu, a cena, jaką idzie zapłacić za to miano była i nadal jest dla mnie za wysoka. Nie chodzi o to, że obniżyłem sobie standardy, ale zawodowa piłka nożna nie okazała się dla mnie.


środa, 8 lutego 2017

Zalety bycia (nie)idealnym



 Piękno bycia (nie)idealnym. Mam totalnie nieogarniętego bloga, a więc, kiedy on powstaje, powstają posty itd. Powstaje także wszystko wokół niego. Po napisaniu pierwszego posta stwierdziłem, że czcionka jest nieczytelna i za mała. Najzwyczajniej w świecie ją poprawiłem w kilka chwil. Czy to nie jest świetny system? Zamiast zabezpieczać się "na wszelki wypadek", po prostu pracuję na wzywaniach i problemach, które są aktualne TERAZ i są ważne TERAZ.

 Wyobraźcie sobie, że kreujecie się na mądrych, inteligentnych i elokwentnych. Nie możecie sobie wtedy pozwolić na żaden błąd - a przynajmniej, macie zakrojony margines błędu. Kiedy mówicie o sobie i swoich niebywałych umiejętnościach musicie to mówić z pokryciem, inaczej wyjdziecie na mało wiarygodnych, a w gorszym wypadku na oszustów. Nikt nie lubi i nie chce się zadawać z oszustami.
 Kiedy natomiast ktoś wam zarzuci głupotę, zrobicie wpadkę i powiecie coś w stylu: "A czego spodziewałeś się po idiocie?", całe napięcie odpuszcza. Nie ma żadnej kreacji, nie ma idealizowania. Możecie sobie pozwolić na dowolny margines błędu i dodatkowo eksperymentować do woli! Po co zakładać sobie na barki ciężar? Po co to dźwigać, jak można sobie lekko i przyjemnie hasać i cieszyć się jak głupi z własnych błędów i wpadek? Owacja tłumu jest dla Ciebie ważniejsza niż Twoja niezależność i wolność?

 Od dzisiaj pracuję nowym systemem. Systemem małych kroków i małych zmian. Aktualizacje będą dokonywane dla obecnych problemów, a nie dla problemów na kiedyś, które w ogóle się mogą nie pojawić. Czemu mam się zamartwiać wyglądem bloga, skoro i tak nie ma tu ani jednego czytelnika? W swoim czasie zajmę się i tym "czytelnikiem". Chcę promować bloga, ponieważ chcę się uczyć, dyskutować i konfrontować informacje, a jest to niemożliwe, kiedy gram tutaj solo. Na ten czas, jednak liczy się dla mnie treść i płynność w tym, co zamierzam robić. Dobrze wiem, że bez wytrwałości nie zajdę nigdzie. Dlatego na wierzch, zamiast wyciągać drobnostki i sprawy małej wagi, wyciągam to, co najważniejsze i najtrudniejsze. Jeżeli poradzę sobie z czymś trudniejszym, to łatwiejsze nie będzie stanowiło dla mnie problemu. Strategia jest prosta, teraz trzeba tylko wdrożyć ten plan w życie.


wtorek, 7 lutego 2017

Pierwszy post na blogu



 Znasz to uczucie, prawda? Zakładasz bloga, mówisz sobie, że jak tylko go skonfigurujesz, to zaczniesz pisać. Mija godzina, druga, trzecia, dzień, drugi, trzeci. Nadal konfigurujesz to dziadostwo. Miałem tak samo i to nie raz. Gorzej, kiedy chcesz zabawić się z własną domeną i serwerem - więcej odraczania prawdziwej pracy blogerskiej, czyli pisania. Dobrze jednak każdy z nas wie, że ten dzień kiedyś nadejdzie, kiedyś trzeba będzie pisać.

 Dlatego ja, jako zaprzysiężony nonkonformista robię na odwrót. Nie wiem, kiedy to czytasz, o ile w ogóle ktoś to oprócz mnie przeczyta, ale jeśli czytasz to, na bieżąco to doskonale widzisz, w jakim stanie jest blog i jego wygląd. Powoli będę go ogarniał, ale to na czym mi najbardziej zależy to PISANIE. Więc będę głównie pisał. Ja wiem, wiem... "Co ty chcesz na tym blogu w ogóle pisać?". O tym szerzej napiszę w następnym poście. Zaznaczę jednak, że blog nie jest do robienia na nim pieniędzy, ani nie jest prowadzony przez profesjonalistę z branży. Ma mi służyć jako notatnik, na który będę wylewał moje żale. Będę starał się przy okazji nawiązywać jakieś dyskusje i będę starał się poruszać poważne tematy, ale nie obiecuję. To, co chcę za jego pośrednictwem uzyskać to swoboda w pisaniu i restrukturyzacja myśli, które bezwiednie latają po mojej głowie.

Tak poza tym, wiesz, że łatwo i szybko rozwiązuje się cudze problemy? To ze swoimi ma się jakiś taki, dziwny problem. Dzięki spisaniu moich myśli i działań, będę mógł za jakiś czas pooglądać to z innej perspektywy. Nie chcę tego pisać ani w fizycznym notesie, ani zapisywać na dysku. Dlaczego? Ponieważ, tutaj mam automatyczne datowanie, mogę od razu komuś podrzucić jakiś tekst, mam to w chmurze, więc mogę to czytać, gdzie chcę i na czym chcę, no i przede wszystkim, mogę nawiązywać dyskusję z ludźmi, którzy mogą mi pomóc, albo ja im mogę pomóc. A co do kartki i długopisu, to myślę, że ciężko mi to po kilku miesiącach czytać. Z drugiej strony, nie chcę kreować się na żadnego guru, ani eksperta. Przynajmniej na razie i nie w obecnej sytuacji. Każdy ekspert, kiedyś był nikim, więc mogę się pochwalić, że formalnie jestem "nikim". Z mojej logiki wynika, że w sumie to dobra droga, no nie?